RSS
środa, 15 lutego 2012

Nie od dziś wiadomo, że najlepiej pracuję się/ przebywa z ludźmi, którzy są tak samo zakręceni jak Ty... Oto dowody na to jak to jest fajnie i jak można spędzać czas jak system pada :)

Oto Stefan:

 

 

A oto pierwszy bałwan tej zimy... jeszcze bezimienny :)

 

 

 

13:19, gadkiszmatki
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 lutego 2012

Siedzę w pracy i przeżywam telefon, który muszę wykonać do IT cudotwórców...

Ja: Mam wrażenie, że jak do nich dzwonię oni mają mnie za totalną blondynkę, która umie tylko włączyć i wyłączyć komputer... no może czasem wysłać maila.

Kolega T.: No coś Ty... nikt tak nie myśli. Przecież wszyscy wiemy że jesteś synem informatyka.

 

22:20, gadkiszmatki
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 lutego 2012

Weekend spędziłam u rodziny poza miastem. Brat ciotecznym (vel. kuzyn) poprosił mnie o puszczenie totka. W miejscowej galerii podchodzę do odpowiednio oznaczonego okienka i proszę "trzy na chybił trafił". Pani patrzy na mnie lekko zawieszona, więc ponawiam prośbę: "poproszę trzy losy na chybił trafił".

Pani: "tak tak słyszałam... tylko zastanawiam się czy jest pani pełnoletnia i mogę sprzedać los..."

Ja buchnęłam niekontrolowanym śmiechem: dziękuję za komplement, niestety pełnoletnia jestem od prawie dziesięciu lat...

Dowód zawsze mam przy sobie, na wypadek gdyby alkoholu nie chcieli mi sprzedać :)

21:58, gadkiszmatki
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 16 stycznia 2012

Witam Wszystkich,

Mam na imię Magda i jestem pracoholiczką. Siedzę już 6 dzień na zwolnieniu lekarskim i TAK TAK tęsknię za moją pracą!! Już nawet zaczęłam gotować. Ja... gotować! Idzie koniec świata.

Dziękuję za uwagę.

12:55, gadkiszmatki
Link Komentarze (2) »
piątek, 13 stycznia 2012

Dawno o dzieciach nie było. Do grona moich dzieci dołączyły dwie dziewczynki lat 12, które dokształcam z angielskiego plus braciszek jednej z nich - Michałek. Lat 5. Mały, przeuroczy szczerbolek. Od początku go pokochałam... a on chyba mnie... Już dwie laurki wiszą na mojej lodówce. Jeden z romantyczniejszych gestów jakie ostatnio doświadczyłam. Urocze aczkolwiek przykre zarazem ;)))

Michałek ma w zwyczaju nagminne przeszkadzanie nam w nauce, np. wyskakując zza łóżka, lub z szafy siostry ubrany w jedną z jej bluzek. Niedawno wszedł do pokoju i wręczył mi laurkę. Byli na niej: chłopiec (on) trzymający dziewczynkę (mnie) za rękę. W powietrzy natomiast latały kształtne serduszka.

Michałek (zawstydzony): Bo wie pani co?

Ja: Tak Michałku?

Michałek: Hmm.. no bo...no ja się w pani zakochałem. AAAAA (po czym z krzykiem wybiegł z pokoju).

Po dwóch minutach powrócił, zawadiacko oparł się o krzesło: A wie pani ile mam dziewczyn?

Ja: Nie, nie wiem...

M: SIEDEM!

Ja (dusząc napad śmiechu): oj Michałku, nie mogę być jedną z siedmiu. Mogę być tylko tą jedyną... co Ty na to?

Michałek po krótkim zastanowieniu odpowiedział krótkim "OK" i pokazał wybrakowany uśmiech. Ja mocno go ścisnęłam: Michałku najchętniej bym Cię schrupała i wzięła ze sobą do domu!!!

Michałek: Oj nie chciałaby pani, bo rano pierdzę...

To by było na tyle z romantycznego klimatu, bo prawie zabiłam się spadając z krzesła.

20:27, gadkiszmatki
Link Komentarze (2) »
środa, 28 grudnia 2011

Natchnęło mnie, żeby zacząć pisać. Powracam właśnie tutaj, kolejny raz. Miałam coś zmienić... nazwę, layout, ale za dużo sentymentu jest na tym blogu. Nie mam serca, żeby najzwyczajniej w świecie go skasować.

Jak coś zmienia się diametralnie w moim życiu wracam tutaj jak bumerang. Za każdym razem sobie obecuję, że nie zaniedbam itd. Tym razem nic nie obiecuję...co ma być to będzie.

W jednym ze starszych wpisów noworocznych zamieściłam listę postanowień. O dziwo, wiele z nich się spełniło :) Poniżej te najważniejsze zmiany (niechronologicznie):

Po pierwsze primo: jestem (powiedzmy) szanowaną panią magister. Ciężka i wyboista to była droga, ale najważniejsze że jest już po wszystkim. Narazie zawieszam moją naukową karierę, chociaż myśl o podyplomowych już się gdzieś czai... Teraz mam czas na nadrabianie zaległości książkowych, co przynosi mi wiele radości!

Numer dwa zajmuje wyfrunięcie z rodzinnego gniazda. Pewnego marcowego dnia wstałam z myślą, że już przekroczyłam ćwierćwiecze i należy się totalnie usamodzielnić. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Była to dość spontaniczna decyzja, ale ani przez chwilę jej nie pożałowałam. Moje stosunki z rodzicami z bardzo dobrych zmieniły się w świetne. Wyciszyłam się niesamowicie i dbam i doglądam tylko swojego zadka ;)

No i numer trzy - zmiana pracy. W maju zmieniłam pracę. Niektórzy na słowo "korporacja" dostają gęsiej skórki. Ja dostałam wielki kredyt zaufania, większe pieniądze a na dodatek cudownych ludzi, do których cholernie się przywiązałam i nie jesteśmy tylko "szarą, niewidoczną masą".

To by było narazie na tyle, tytułem pewnego rozbiegu i rozgrzewki do dalszych poczynań blogowych:)

11:19, gadkiszmatki
Link Komentarze (1) »
niedziela, 17 kwietnia 2011

Twenty years from now you will be more disappointed by the things that you didn't do than by the ones you did do.

So throw off the bowlines. Sail away from the safe harbor. Catch the trade winds in your sails. Explore. Dream. Discover.

Mark Twain

16:02, gadkiszmatki
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 listopada 2010

Parę tygodni temu usiadłam przed laptopem i zaczęłam wylewać wielkie żale na Służbę Zdrowia, lekarzy, pielęgniarki… itp. Pisałam pół godzin. Niestety wystąpił błąd i moje wypociny diabli wzięli. Może to i lepiej, bo wpis przepełniony by był wielką goryczą, smutkiem i rozczarowaniem. Jednak wszystko powolutku wychodzi na prostą…

Zaczęło się ponad miesiąc temu… Czarne chmury zawisnęły, nie tylko nad moją głową, ale także nad głowami moich najbliższych przyjaciół.

Na moje nieszczęście byłam główną bohaterką wypadku, który z perspektywy czasu wyglądał jak scena z głupiej, amerykańskiej „komedii”. Przygotowując obiad, podpaliła mi się koszula… zajęła się ogniem. Ledwo pamiętam jak to wyglądało. Szok, krzyk o pomoc, tata próbujący mi pomóc. Poparzenie 2 stopnia, niestety dość rozległe. Miesiąc użerałam się z wyżej wspomnianymi lekarzami… Szkoda słów na to co się dzieje z Służbą Zdrowia. Człowiek uświadamia sobie jak fatalnie działa ten pieprzony system, dopóki nie stanie oko w oko z potrzebą wyleczenia siebie… Mogłoby się zdawać, że leczenia które powinien umieć przeprowadzić każdy lekarz, nawet lekarz pierwszego kontaktu. Nie chcę podnosić sobie ciśnienia, dlatego więcej na ten temat pisać nie będę. Ważne, że przetrwałam najgorsze. 3 tygodnie leżenia w jednej pozycji. Dziękuję tym, którzy byli przy mnie duchowo, osobiście, telefonicznie, mailowo… :)

Nadal pracuję, chociaż obawiałam się że w moim przypadku tak długa nieobecność poskutkuje soczystym kopem w dupę… Na szczęście szefu zachował się w porządku, dostałam krótką, acz treściwą wiadomość: „Nie zamierzam szukać absolutnie nikogo na Twoje miejsce :) Zdrowiej, czekamy na Ciebie”.  Kamień z serca.

Poza tym dnia 29.10 skończyłam po raz siódmy osiemnaście lat :) A dzień później, już tradycyjnie, impreza tematyczna. Moje skromne M4 pomieściło bagatela 28 osób. Takiego najazdu mieszkanie jeszcze nie przeżyło. Sangria, która okazała się najbardziej zdradzieckim trunkiem, lała się strumieniami, muzyka na cały regulator. Goście zadowoleni, zadowolona ja :) Niektórzy mieli problem z pamięcią… ale wszystkie fakty zostały uzgodnione. Zdjęć nie będzie, bo 99% to totalnie kompromitujący materiał :D

Od października pogłębiam swoją miłość do wszystkiego co hiszpańskie. Zapisałam się na kurs językowy. Znajomi mnie nie poznają, bo bardzo ambitnie podchodzę do tematu. Mogę być nawet okrzyknięta hiszpańską kujonką :) Oglądanie z babcią oper mydlanych owocuje ;)

Tylko mgr nie chce się sama napisać ;) Ale pracuję nad tym…

Aha i nius z ostatniej chwili: Gratulacje Sam! :)

13:10, gadkiszmatki
Link Komentarze (1) »
wtorek, 03 sierpnia 2010

Narazie tylko fotografie. Opisy i relacje innym razem :) Za duzo przemyśleń. Powiem jedno: znalazłam swoje miejsce na ziemi... A teraz enjoy :)

MADRYT

 

Plac przed Palacio Real

Palacio Real





Palacio de Cristal

TOLEDO

panorama Toledo

BARCELONA

Park Guell

La Pedrera

La Pedrera

Casa de Batllo

Sagrada Familia



Magiczne fontanny

GIRONA

Mam nadzieję, że krótka wycieczka po miejscach magicznych się podobała :)

12:40, gadkiszmatki
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 19 lipca 2010

Mordka mi się śmieje od ucha do ucha. Już w czwartek wylot. Zasłużony urlop i spełnienie marzeń.

A wszystko zaczęło się ponad rok temu, kiedy zobaczyłam film Woodyego Allena "Vicky Cristina Barcelona". Oniemiałam z wrażenia. Postanowiłam: Muszę zobaczyć Barcelonę. Niestety wakacje po Erasmusie przeminęły pod hasłem "zęby w ścianę" i marzenie podróżnicze musiałam przesunąć na bliżej nieokresloną przyszłość. No i okazja trafiła się w tym roku. Niestety móoja kompanka (największa fanka wszystkiego co hiszpańskie) była w Barcelonie rok temu. Musiałyśmy znaleźć inny cel podróży. Na początku byłam trochę zawiedziona. Końcem końców cieszyłam się, że zobaczę Hipszanię. Tam mnie jeszcze nie było :) Zaczęło się polowanie na tanie bilety, które w ostatecznej kalkulacji wcale tanie nie były... Pewnego dnia D. zostawiła mi wiadomość z nową wizją wyjazdu, która byla złotym środkiem.  Lecimy do Madrytu i Barcelony. Chodziłam 5 cm ponad ziemią. Pomijam przykre doświadczenia z bukowaniem biletów. Hocki klocki, kombinacje alpejskieskie z różnymi kartami debetowymi, kredytowymi...ble. Chyba parę dni się męczyłyśmy. Ale czarne chmury przeszły, zostało słońce i radość :) PURE HAPPINESS :) Już widzę siebie jak piję sangrię, łapię hiszpańskie promienie słoneczne, piję sangrię, chodzę po parku Guell, piję sangrię...:)

I jak tutaj dwa dni jeszcze w robocie wysiedzieć? Przebieram z nogi na nogę i odliczam godziny :)

Fotorelacja oczywiście po powrocie :D

 

PS. Wszystkim który będą płakać w poduszkę pod moją nieobecność, magnesik na lodówkę ;)))

13:00, gadkiszmatki
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11