RSS
czwartek, 12 listopada 2009

Pada desz? Zimno? Nieprzyjemnie? Nie zauważyłam :) Pozytywna energia się wręcz ze mnie wylewa. Mogłabym nią obdarować pół Łodzi jak nie więcej. Narazie trenuje na moich współtowarzyszach pracowych. A jest tyleeee powodów do radości. Nie wiem od którego zacząć...

Oto chyba ten naj naj naj. Odebrałam go z poczty parę dni temu. Muszę... muszę się pochwalić.

Już przebieram nogami na samą myśl koncertu, zwiedzania Berlina. Oto moja własna nakrętka i przy okazji odhaczone małe, (prawie) spełnione marzenie.

Poza tym w sobotę odbędzie się impreza, moja spóźniona urodzinowa. Dwa miesiące temu padł w żartach pomysł na imprezę tematyczną z Hawajami w tle. No i na żartach się nie skończyło. A to w dużej mierze dzięki zaangażowaniu przyjaciółek. Kokosy, ananasy, arbuz już zakupione. Kwiaty z bibuły, na które wściekam się od dwóch dni niemożliwie już nawleczone na nitki... Jednym słowem przygotowania pełną parą. A Katarzyna, oprócz rysowania palm, szykuje gościa specjalnego :) Nie wiem czy nie naruszam praw autorskich, ale zdjęcie Emilki mnie urzekło i jest już u mnie na pulpicie ;)

ALOHA

(Oczywiście żadne zdjęcia z imprezy się nie pojawią, bo podejrzewam że cenzura na to nie pozwoli)

20:51, gadkiszmatki
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 09 listopada 2009

Jestem dużym dzieckiem. Ja to wiem, a rodzina i znajomi tylko mnie w tym utwierdzają. Niedawno skończyłam 24 lata. Rodzicielka ma oznajmiła, że chce mi kupić kolorowe kalosze (tak, nie pomyliło mi się, na pewno 24), znajomi z pracy (co było dla mnie nisamowitym zaskoczeniem), podarowali mi filiżankę do kawy... z czym? Z Kubusiem Puchatkiem. Znają mnie dopiero dwa miesiące, a stwierdzili że na pewno mi się spodoba. Nie mylili się. Może powinnam spoważnieć? Przecież niedługo magister, normalnie, samodzielne życie... A ja uwielbiam jak ludzie mnie poznają i dają mi 18 lat, bo nadal potrafię się bawić, szaleć, cieszyć się z drobiazgów, śmiać do łez... Narazie nie chcę i nie mam zamiaru takiego stanu rzeczy zmieniać. Ale Stany, Poznań, Erasmus są dowodem na to, że mimo wszystko, umiem sama o siebie zadbać, nie boję się zmian i samodzielności.

UPDATE:

Zapomniałam dodać, że dostałam również Zgrywka z Leszna, który zrobił furorę na mojej uczelni i dziewczyny piszczały wręcz z zachwytu ;)

Jedyna osoba, która potraktowała mnie poważnie, to Katarzyna. Otwierając kopertę, ukazało się pismo na papierze bankowym, z pieczątką. Oprawie je w antyramie. Poza tym dostałam kalendarze i biuletyn, w którym dzięki Kasi znalazło się zdjęcie mojego autorstwa.

DZIĘKUJĘ i kajam się, że w pierwotnej wersji nie wspomniałam. To przez ta późną godzinę. Głowa nie pracuje jak należy :P

To tytułem wstępu. Teraz zupełnie z innej beczki. Podróżniczo będzie.

Półtorej godziny temu wróciłam z pełnego atrakcji wyjazu do Wrocławia. Ale od początku.

Piątek. Dzień zawalony studiami od rana do wieczora. Po zajęciach- kierunek dworzec. Wpadamy z Agą do pociągu, a tu tłumy. Ani jednego miejsca wolnego, a do tego gorąco jak pierun. Nagle naszą uwagę przykuł wielki przedział dla rowerów, a tam dwa krzesełka. Porozumiewawczy uśmiech i już wygodnie mościłyśmy się na naszych siedziskach. Do tego temepratura w sam raz. Nagle do naszego "przedziału" wsiada chłopak. Grzecznie pyta czy może się dosiąść. A i owszem. Na pręcie może. Dodajemy, że nie wie na co się pisze dzieląc z nami jedno pomieszczenie. Okazało się, że lepszego kompana podróży nie mogłyśmy sobie wymarzyć. Śmialiśmy się, wyciągałyśmy od niego historie z czasów narzeczeństwa i małżeństwa. Końcem końców okazał się także naszym wybawcą. 20 minut przed planowanym dojazdem na dworzec Wrocław Główny... stanęliśmy gdzieś w polu. Czarno, zimno i do domu daleko... Czekamy. 5, 10, 15 minut... wpada konduktor z informacją, że trakcja zerwana i minimum godziny czekania. Grupka w naszym wagonie wpadła w lekką panikę. Kuba uspokoiwszy wszystkich, że Wrocław zna zarządził wymarsz wzdłuż torów. Posłuszni pasażerowie wysiedli za Kubą i podążyli jak za guru. Kuba widząc nas jak męczymy się z naszymi torbami, stwierdziwszy że "żadna kobieta nie będzie nic przy nim dźwigać" wziął od nas wszystkie bagaże. Mogłyśmy więc się skupić i starać się nie poślizgnąć na mokrych kamorach. Po 10 minutach marszu wyszliśmy na dość ruchliwą ulicę. Nasz wybawca rozejrzał się i szybciej niż GPS rozeznał się w terenie. Telefon do Anki, żeby jednak na dworzec nie jechała i w sumie po 20 minutach już siedziałyśmy w ciepłym samochodzie i zmierzałyśmy do aniowego mieszkania.

No a później rozmowy do 3 nad ranem. Nagdać sie nie mogłyśmy po tak długim czasie niewidzenia. Sobota spacer po Wrocławiu, Ostrów Tumski (i już w tym momencie wiedziałam, że jestem po uszy, cholernie, szaleńczo zakochana w tym mieście), Muzeum Architektury, panorama racławicka.  Wieczorem, jak za starych, dobrych czasów diskoprzytupekmojitoiszaleństwo. Niedziela. Zwlekłyśmy się z wyrek w południe i mimo, że ledwo żyłyśmy znalazłyśmy siłę, żeby zwiedzić Muzeum Narodowe. Jednym słowem kulturnie było. A co! Obiecałam sobie, że będę częściej odwiedzać łódzkie muzea. Kulturną część życia zaniedbałam i prawie zapomniałam ile daje mi radości.

Niestety to nie koniec przygód kolejowych. Zmęczone, smutne że weekend tak szybko minął, zasiadłyśmy w pociagu Wrocław-Łódź. Oprócz tego, że wysoka temperatura, buhająca z każdego otworu między siedzeniami przyprawiała o ból głowy, okazało się, że wyjedziemy pół godziny później niż było w planach.  Ale żeby tego było mało... godzinę po tym, jak ruszyliśmy wyłączyło się światło...czy w całym pociągu?? Nieeeeee, tylko w naszym wagonie. NO ŻESZ. Konduktorzy latali w tą i z powrotem, włączyły nam się klimaty jak z horroru. Doszła informacja, że elektryk wsiądzie w Ostrowie. Tak też się stało, wsiadł, pogrzebał, światłość nastała, a my kolejne parenaście minut w plecy. Ruszamy z Ostrowa, 15 minut i znów egipskie ciemności. To się ponaprawiał pan złota rączka. Klimatycznie było do samego końca.

Mimo naszych przygód, bardzo dobrze zrobił nam ten weekend. Każda z nas potrzebowała wielkiej dawki endorfin i dostałyśmy takową z nawiązką.

Jeszcze dwa postulaty na koniec:

  • we Wrocławiu nawet jesień, za którą nie przepadam, jest przyjemniejsza,
  • jeśli powiedzie się mój plan z podyplomowymi, to wiem że będę studiować właśnie tam... a kto wie może w dalszej przyszłości starać się o pracę...?
00:24, gadkiszmatki
Link Komentarze (1) »
środa, 21 października 2009

Mimo, że:

  • po dwóch tygodniach mam znów gila do pasa, a w moim gardle rozmnożyły się cholerne szpilki,
  • pogoda za oknem, motywuje tylko do pochlastania się białym jeleniem,
  • na studiach dowalili mi plan jak na 1 roku, mimo że V rok, miał być tym najmniej uciążliwym. A do tego staram się pogodzić uczelnię z moją robotą na pół etatu. Czyli końcem końców jestem na nogach od 6 rano, wracam do domu o 21...,

To ja i tak chodzę nakręcona do granic możliwości, bo:

  • Mój Ulubiony Zespół gra w Niemczech w lutym 2010 i za parę dni zamierzam kupić bilet i choćbym miała stanąć na głowie i podrapać się lewą stopą za prawym uchem, usłyszę ich na żywo!! I jeszcze do tego będę mieć super kompana :D
  • mam 1000 pomysłów na minutę. Na teraźniejszość, na bliższą i dalszą przyszłość. Taaaak łatam wymysłami ewentualne luki w moim już zawalonym życiu robotniczo- studenckim:D
  • żyjąc prawie 24 lata w przekonaniu, że Mr. J. nie obdarzył mnie nawet gramem zdolności manualnych, poszperałam w necie, zamówiłam koraliki i zaczęłam robić kolczyki... I robiłam... robiłam... W godzinę zrobiłam 6 par, które osobiście uważam za mój mały rzemieślniczy sukces. Obdarowałam przyjaciółki. Podobało się :) A ja dostałam w zamian ich uśmiech, który jest dla mnie najlepszą zapłatą.
  • mam super wykładowcę, który prowadzi zajęcia od 8 rano w najgorszy z możliwych dni (środy). Mimo, że musze wstać o 6, bo przez korki dojazd na uczelnie zajmuje mi dwa razy więcej czasu... siadam w ławce i patrzę w niego jak zaklęta. Nie, nie jest przystojny, nie jest wysoki... On po prostu staje przy tablicy i opowiada ... Bez notatek, książek... po prostu widać, że ten przedmiot to jego konik... TAK, inteligencja mnie, brzydko mówiąc, zajebiście kręci! Może zmotywuje mnie i zostanę specjalistą do wyceny nieruchomości i będę kosić grube mylyjony :P
  • mam niesamowitego szefa... jest z innego świata, oderwany od rzeczywistości. Pracuję tam już miesiąc, ale dzisiaj tak naprawdę rozmawialiśmy... godzinę. O podświadomości, marzeniach... Jak parę słów może poprawić humor na cały, męczący dzień...

UPDATE:

Zapomniałam dodać. Razem z A. zakładamy firmę zajmującą się promowaniem nowych przedsiębiorstw na rynku... Jak ładnie powiedziane;)

Tak! Cieszę się z drobiazgów, małych sukcesów i marzeń. Tych, które już spełniłam i tych nowych, które non stop rodzą się w mojej, potarganej głowie :)

 

 

 

 

Tak się właśnie czuję!!!!

23:36, gadkiszmatki
Link Komentarze (4) »
piątek, 09 października 2009

Pytanie na dzisiaj. Jakie 3 rzeczy/ sytuacje/ scenariusze naprawdę by Was w tym momencie uszczęśliwiły?

 

13:25, gadkiszmatki
Link Komentarze (3) »
środa, 30 września 2009

Znalazłam mężczyznę idealnego. W sumie to poznała mnie z nim Katarzyna. Rozumiemy się bez słów. Nie narzeka na mnie, na moje gadulstwo, bałaganiarstwo i inne uciążliwe cechy charakteru. Jestem NIM oczarowana. Gdy słyszę JEGO głos, uśmiech pojawia się znienacka. I tak już zostaje... nie schodzi z mojej twarzy. ON działa na mnie jak plasterek na ranę, jestem przy nim oazą spokoju. Mogę się zrelaksować, odprężyć... Mogę skakać po całym domu i śpiewać do szczotki do włosów, a on nie patrzy na mnie ja na wariatkę. Chciałabym żebyście go poznali. Oto ON:

 

 

Dobra dobra...  zagrypiała siedzę w domu i nie mam co ze sobą zrobić. Odwala mi jednym słowem. Mam głowopęk. A właśnie muzyka Dżejmsa nie pozwala mi zwariować pod natłokiem myśli dziwnej terści... o przyszłości bliższej i dalszej. Nie wiedziałam, że to powiem... ale chciałabym już wrócić do pracy. Co prawda mam w końcu czas na nadrobienie książkowych zaległości. Dzisiaj wróciłam do lat bardzo młodzieńczych i połknęłam najnowszą Musierowiczową. Jeśli o nią chodzi, nie potrafię dozować przyjemności i wchłaniam ją błyskawicznie. A już kolejna lektura pożera mnie wzrokiem... :) Ale to już jutro. Chowam się pod kołdrę i uskuteczniam wygrzewanie grypska. Kolorowych.
22:10, gadkiszmatki
Link Komentarze (2) »
wtorek, 22 września 2009

Łzy babci wzruszają najbardziej.

"Mogłam się domyśleć, że wyląduję w szpitalu, śnił mi się kościół".

Nie jest dobrze, serce mi się kraja jak widzę ją w szpitalnej pościeli. W sobotę płakałyśmy obydwie... Im jestem starsza, tym mniej odporna... Chyba zaczynają nachodzić mnie myśli, których wcześniej do siebie po prostu nie dopuszczałam... Ich się boję najbardziej.

 

"Tell me everything will be ok if I stay on my knees and keep praying..."

 

21:31, gadkiszmatki
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 września 2009

Jeszcze przed wakacjami odebrałam telefon od mojej dobrej znajomej z pierwszych studiów. Przez te trzy licencjackie lata rzeczywiście się dość blisko trzymałyśmy, ale po obronie drogi się rozeszły na długi czas. A tutaj telefon i prośba W.: „Magda proszę, zostań moją świadkową”. Nie powiem, lekko mnie zatkało. Nie zareagowałam może tak jak powinnam, w szoku odpowiadając: „ale… ale… dlaczego ja?”, W: „bo ja tylko ciebie widzę w tej roli, nikogo innego…”, no i już nie mogłam oponować…

Potem zaczął się wir: wcosieubrać, wieczórpanieński, stresyibólgłowy.

No i 4 dni temu punkt 15.00 zaczęło się… niektóre sceny iście jak z głupawej, amerykańskiej komedyjki, oczywiście ze mną w roli głównej. Zaczynając od tego, że punkt 15.00 zjawił się fotograf+kamerzysta dostałam głupawki i cały czas się śmiałam. W drodze do kościoła strofowałam świadka dużymi literami: UWAŻAJ NA WELON (długie welony to ZUO o!), po czym za 30 sekund głowa panny młodej niebezpiecznie i szybko odchyla się do tyłu. Tak, przydepnęłam ja. Niezdara. Panna Młoda jeszcze większymi literami do mnie: „MÓWIŁAM PAMIĘTAĆ O WELONIE” (chyba to wytną z filmu, nie :P?)

Przed ołtarzem, panna młoda klękając podawała mi swój bukiet. Niestety bukiet owinięty był wstążką i nie wiedziałam gdzie kończą się kwiaty a gdzie zaczyna długa trawa z niego wystająca. No i jak złapałam bukiet, zaczął mi niebezpiecznie się wyginać (mam na końcu języka idealne porównanie, ale niecenzuralne więc przemilczę). Ledwo złapałam. Tego przyszła małżonka nie widziała (UF).

Wesele. Podano pierwszy posiłek, tłuściutki rosołek. I co? Plama na sukience (Katarzyno, niech ciśnienie Ci kochana nie wzrasta, sprała się :D). Wesele super, pląsy, wygibasy… No niestety z takim natężeniem w moich 9-cm szpilach nierozchodzonych wytrzymałam do 1 w nocy, tak mnie bolały stopy że nie przyswajały innego obuwia… no i pląsałam na bosaka. Po 2 h moje stopy wyglądały jak…. Przepraszam w ogóle nie wyglądały, bo po prostu ich nie dostrzegałam pod warstwą kurzu. A tu nagle woła pan fotograf do zdjęcia młodzi/rodzice/świadkowie. Gadki wpadły w przerażenie i zapytały nieśmiało: „Pszprszm panafotografa, czy mogę na jednej nodze skoczyć po buty?”, fakinfotografer: „Nie, chcę już iść do domu”. YYYY. „Przepraszam? A czy może pan obciąć stopy?” YYY. Sirota.

Oprócz powyższych małych, nieznaczących incydentów, to wesele było najlepszym na jakim do tej pory byłam. Jednak sprawdza się stwierdzenie, że jak nie szykujesz się na żadne rewelacje, właśnie takowych doświadczysz.

12:47, gadkiszmatki
Link Komentarze (2) »
niedziela, 06 września 2009

Znów intensywny tydzień, zakończony miłym popłudniem na jarmarku m. Łodzi :)

(ze specjalną dedykacją dla Katarzyny :P)

 

18:59, gadkiszmatki
Link Komentarze (1) »
czwartek, 20 sierpnia 2009

No do cholery jasnej, ile można zdawać prawko??!! :/ Na nogach od 4 rano, jazdy od 6, egzamino 8. Szło dobrze i znów zbaboliłam. Dzisiaj dzień pod hasłemm: "bez kija nie podchodź".

Czytając wpis kolegi Raza przypomniało mi się, że mam podobne zdjęcie synchroniczne w swoich zbiorach (z zeszłorocznego wypadu na wieś). Tylko panie troszkę starsze i konsumują inny przysmak...

 

10:29, gadkiszmatki
Link Komentarze (2) »
czwartek, 13 sierpnia 2009

Powrócę na chwilkę do czasów erasmusowych. Pomijając ludzi, studia... udało mi się odwiedzić kraje nadbałtyckie i ich stolice. Ryga, Helsinki, Talin. Długo rozpisywać się nie będę... Było świetnie. Najbradziej pokochałam Talin :) Poniżej małe fotostory.

Ryga:

 

Helsinki:

 

Talin:

Mam nadzieję, że podobała się krótka wycieczka po kawałku Europy :)

09:18, gadkiszmatki
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9